Reforma kulturowa 2020 – 2030 – 2040, czyli możliwe makrootoczenie firmy

Książka pozornie niezwiązana z tematem strony. Pozornie, ponieważ marketing musi uwzględniać otoczenie firmy w tym gospodarcze i polityczne. Raport ministerstwa jest na tyle istotną pozycją, że warto go uwzględnić w analizie makrootoczenia firmy.


Reforma kulturowa 2020 – 2030 – 2040, czyli możliwe makrootoczenie firmy

Raport o tym tytule został przygotowany na zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej. To potrzebna i szczegółowa analiza stanu państwa na rok 2014. To próba zdefiniowania ryzyka, problemów i wyznaczenie konkretnych rozwiązań. To gotowe do wprowadzenia w życie propozycje wraz z omówieniem ich przyczyn i skutków. Raport został zredagowany przez Jacka Żukowskiego. Jest receptą stworzoną na bazie konsensusu osiągniętego przez grupę 12 osób. Reprezentowały one różne środowiska i poglądy, co dodaje analizie obiektywizmu. Składa się z dwóch części – diagnozy aktualnego stanu oraz propozycji na przyszłość. Został wydany w 2015 roku, opisywał aktualną rzeczywistość i był próbą przewidzenia, co czeka nas, Polaków już za kilka lat. Do roku 2020 zostało już mniej niż sześć miesięcy. Czy przepowiednie specjalistów się sprawdziły? Na jakim etapie rozwoju jesteśmy jako społeczeństwo? Czy reforma już się zaczęła?

Na progu kryzysu

Niestety, zasoby i mechanizmy, które napędzały rozwój Polski, wyczerpują się już od dłuższego czasu. Jako Naród mamy hamulce, które musimy zwolnić, jeśli kiedykolwiek mamy dogonić Zachód. Według analiz przeprowadzanych przez ekspertów tym, co nas hamuje, jest nasza kultura. Żeby ruszyć z kopyta, musimy zreformować właśnie nią. Raport miał być otwarciem debaty społecznej. Czy się nią stał? Nie. Większość społeczeństwa, nawet nie wie o jego powstaniu. Czy możemy powiedzieć, że w ostatnich latach mogliśmy być świadkami jakiejkolwiek kulturalnej debaty społecznej? Nie bardzo. Debatę zastąpił bezpodstawny gniew i hejt.

Są dwa sposoby wyjścia z dramatycznej sytuacji Polski: pierwszy, naturalny, że z nieba zstąpią aniołowie i coś z tym zrobią, drugi, cudowny, że sami zabierzemy się do roboty.

Diagnoza aktualnego stanu

Nie ma wątpliwości, że Polska od czasu transformacji rozwinęła się pod każdym względem. Zwłaszcza gospodarczym. Średnia płaca wzrosła w latach 1989 do 2014 aż o 84%. Wejście do Unii Europejskiej i NATO dały nam solidnego kopa, a mimo to różnice w poziomie życia przeciętnego Polaka i Niemca są ogromne. Polak pracuje 1900 godzin rocznie za 11,7 USD za godzinę. Niemiec pracuje 1400 godzin w roku, ale za godzinę pracy inkasuje aż 45,8 USD. Trudno ukryć, że różnica jest spora. Pomimo że przeszliśmy już długą drogę, to wciąż jesteśmy w ogonie państw UE pod względem zamożności mieszkańców.

Zbyt późna nowoczesność

Polacy są równocześnie nowocześni i konserwatywni. Według Czaplińskiego postacią, która doskonale obrazuje nasze narodowe cechy jest Silny. To bohater książki „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. To kwintesencja mizoginizmu, antyrosyjskości, antykapitalizmu, antyglobalizmu, antykorporacjonizmu. W tym wszystkim jest jednak pewne rozdwojenie. Silny pogardza kobietami, ale szanuje matkę. Współczuje biednym, ale sam chciałby być bogaty. Chce, by państwo chroniło obywateli, ale nie chce płacić podatków… Czy to nie brzmi znajomo? Silny, tak jak i całe nasze Państwo cierpi na pewnego rodzaju schizofrenię. Z jednej strony mamy do czynienia z podwyższającym się standardem życia i malejącym dystansem pomiędzy Polską a Europą Zachodnią… równocześnie, zaostrzane jest prawo antyaborcyjne, rośnie agresja wobec inności, a Kościół ingeruje w sprawy państwowe. Polska jest równocześnie nowoczesna i konserwatywna. Taki rozdział prowadzi do wojny kulturowej – pomiędzy postępowcami oraz tradycjonalistami. Przykładów nie trzeba szukać daleko – wystarczy przypomnieć sobie Marsz Równości w Białymstoku oraz agresję, jaką wzbudził w rzekomych patriotach. Nienawiść pobudza życie społeczne lepiej niż cokolwiek innego. Dynamikę tę pobudza strategia zawstydzania, wzbudzania i magazynowania gniewu oraz wzbudzania i wyciszania lęków. Odpowiednia narracja umożliwia sterowanie nimi. Przez to przemoc nie jest już wyborem zabronionym. Nie ma już grup społecznych, które cofnęłyby się przed użyciem przemocy. Obrazki przedstawiające starsze Panie wymachujące różańcem i wrzeszczące hasła pełne nienawiści, nikogo już nie dziwią. Przemoc stosuje się jako skuteczne i moralnie zasadne medium społeczne. Łączy osobnych ludzi w grupę. Jednoczą się na chwilę po to, by kwestionować stan obecny.

W 2050 roku na 100 osób pracujących będzie przypadać 100 osób w wieku nieprodukcyjnym i 30 osób niepracujących w wieku produkcyjnym. Dziesięciu pracujących będzie musiało utrzymać 13 niepracujących

Polski rogal

Europę można podzielić na dwie części. Tę, która idzie do przodu i tę, która goni. Od niedawna mówi się w Unii Europejskiej o Europie dwóch prędkości, ale pojęcie to nie było rozpowszechnione w 2014 roku, kiedy to powstawał ten raport. Część szybciej rozwijająca się to kraje germańskie i nordyckie, która tworzy trzon od Brna, przez Berlin, Wiedeń, aż do Oslo. Część trochę wolniejsza to kraje romańskie, słowiańskie i częściowo anglosaskie, które tworzą końcówki wyobrażonego rogala.

Różnice pomiędzy rogalem, a jego trzonem są wyraźne. Można zauważyć, że kraje europejskie bardzo się od siebie różnią, pomimo że obowiązuje w nich to samo prawo unijne.

CechaRogalTrzon
Liczba dni strajkujących w ciągu roku, która przypada na każdy 1000 pracownikówPonad 100Mniej niż 10
Indeks Partycypacji (EPI), który określa ile w przedsiębiorstwie mają do powiedzenia jego pracownicyMniej niż 70 pkt,
Polska = 25
Więcej niż 80 pkt
Naczelna zasada w modeluWalka. Chodzi o to, by narzucić swoją wolę drugiej stronieWspółpraca oparta na kompromisach
PolitykaSpolaryzowanie na dwa obozyPartie raz rywalizują, a raz współpracują ze sobą. Możliwe wielkie koalicje.
Do czego służy debata?Do krytyki władzyDo poszukiwania rozwiązań
GospodarkaJednorazowe transakcjeDługofalowe relacje
Związki zawodoweWróg pracodawcy i społeczeństwaWspiera długofalowy interes firmy

W Polsce typowy prezes sprawniej porusza się między papierami i politykami niż między pracownikami. Ludzi ma za kłopot, który powinien rozwiązać dział HR, czyli kadry

W Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem familiaryzmu oraz tradycją folwarku. Familiaryzm to przedkładanie swojej grupy (znajomych, rodziny) kosztem społeczeństwa. Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć też o klienteliźmie, czyli powiązaniach polityków, urzędników, dziennikarzy, przedsiębiorców (itd.), którzy tworzą struktury podobne do gangów. Dzielą się zyskami osiąganymi kosztem ogółu. Pomimo występowania tych dwóch zjawisk, Polska rozwija się prężnie. Tak jak wcześniej Grecja i Irlandia… Ale chyba wszyscy pamiętamy, jak ten rozwój się dla nich zakończył. Żeby nie podzielić ich losu, musimy wziąć sprawy w swoje ręce i dokonać przemian społecznych i kulturowych. Według Jacka Żakowskiego naszym największym problemem jest rogal i mentalność, jaką sobie wypracowaliśmy znajdując się w nim. Jeżeli, chcemy się dalej rozwijać, to musimy wyrwać się z rogala.

Złożony świat innowacji

Zgodnie z definicją, innowacja to nowy, upowszechniony sposób wytwarzania dóbr lub usług, który zaspokaja istniejące potrzeby lub potrzeby dotychczas niezaopatrywane, bo były nierozpoznane lub nie istniały. Polska jest przykładem nieskutecznego wspierania innowacyjności. Wynika ono z niezrozumienia. Przykładowo, dba się o rozwój relacji pomiędzy regionalnymi ośrodkami badawczymi i firmami działającymi w tym samym regionie. Tymczasem, przepływ wiedzy i kapitału nie zna granic regionalnych, ani nawet państwowych. W Polsce inwestuje się w nowoczesny sprzęt, ale nie w umiejętność tworzenia tego typu technologii. Większość innowacji ma charakter efektywnościowy, czyli zwiększający wydajność istniejących już usług lub metod wytwarzania produktów. Lepsza wydajność to większa konkurencyjność, czyli jeden ze sposobów na zawojowanie rynku. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że brakuje nam innowacyjności o charakterze przełomowym. Trzeba też pamiętać, że innowacje to nie tylko zaawansowane technologie. To też sposoby, które wynikają z kultury zaradności. Czy kosiarka ze starego silnika od pralki i podwozia wózka dla dzieci to nie innowacja? Jej powstanie wywołane jest przez ubóstwo, które często jest motorem kultury zaradności. To ona jest ostatnią deską ratunku przed katastrofą finansową. Być może w Polsce nie ma zaawansowanej kultury innowacyjności – przynajmniej tej mierzonej wskaźnikami. Jest za to rozbudowana kultura Do It Yourself. Co nie zmienia faktu, że bardzo trudno będzie zamienić indywidualną innowacyjność Polaków w motor innowacyjnego rozwoju kraju.

Ekonomiczne znaczenie miłości dalszego bliźniego

Według ekonomistów są trzy główne źródła bogactwa – kapitał materialny, finansowy oraz ludzki. Rzadziej wspomina się jeszcze o kapitale społecznym i intelektualnym. Kapitał ludzki to konkurencyjność jednostek oparta na zasobach intelektualnych, symbolicznych i motywacyjnych. Dotyczy pojedynczych osób. Kapitał społeczny to konkurencyjność zespołowa, która jest oparta na wzajemnych relacjach członków zespołów. To sieci społeczne, które są regulowane normami moralnymi i zwyczajami. One zaś umożliwiają współdziałanie w obrębie społeczeństwa. Kapitał ten ma ogromne znaczenie ze względu na wsparcie demokracji oraz rozwoju gospodarczego. Relacje w społeczeństwie powinny jednak spełniać trzy podstawowe kryteria, by mogły zostać uznane za zdrowe:

Wszystkie te kryteria bazują na zaufaniu do instytucji – przede wszystkim sprawiedliwych sądach oraz uczciwie pobieranych podatkach. Zaufanie to wpływa na zmniejszoną pokusę korupcji i działania wbrew prawu. Ludzie, po prostu bardziej ufają sobie nawzajem, a dzięki temu mogą współpracować.

Niestety, w Polsce kapitał społeczny jest niski. Według badaczy jest jednym z najniższych w całej Europie. Jako społeczeństwo nie potrafimy ze sobą współpracować dla dobra ogółu. Mamy tendencję do patologicznego indywidualizmu. Objawia się on podejściem do życia w stylu „tylko JA mam rację”. Jesteśmy w fazie rozwoju molekularnego. Obrazuje to różnica pomiędzy tempem poprawy warunków życia w gospodarstwach domowych a tempem rozwoju firm innowacyjnych, czy infrastruktury drogowej. Jakoś nigdy nie możemy zaobserwować sytuacji, by nowa droga została oddana do użytku przed terminem.

Polacy wynaleźli niebieski laser, ale zarabiają na nim Japończycy. Polacy opracowali konkurencyjnie tanią technologię produkcji grafenu, ale zarabiać na tym zaczną niebawem inni. Niski kapitał społeczny sprawia, że droga od pomysłu do przemysłu w Polsce przypomina przeprawę przez Wisłę z jednej na drugą stronę Warszawy w godzinach szczytu

Polska została już zaliczona do krajów wysokorozwiniętych, pomimo że nasze społeczeństwo ma cechy efektywnych jednostek i nieefektywnej wspólnoty. Budżet państwa rośnie, bo bogacą się ci, którzy muszą odprowadzać znaczną część swoich dochodów do państwowej skarbonki. Jednak nie są one przydatne dla inwestycji publicznych. Te, częściej są finansowane ze środków z Unii Europejskiej. Problem tkwi w tym, że to zasilanie niedługo się skończy… a wtedy drastycznie wzrosną koszty pracy, co skutecznie odstraszy zagranicznych inwestorów.

Inne problemy

Na tym, diagnoza się nie kończy. Niestety, jako społeczeństwo mamy więcej problemów. Po pierwsze – jesteśmy przepracowani. Przeciętny Polak pracuje tygodniowo o 2,5 godziny dłużej niż średnia dla Unii Europejskiej. Choć wynik ten może tak naprawdę być zaniżony. Przypomnijmy sobie Francuzów, którzy nie tak dawno wychodzili na ulice i buntowali się przeciwko ośmiogodzinnemu dniu pracy. Dla wielu Polaków – to mógł być szok. Tymczasem, taka ilość pracy odbija się na całym naszym społeczeństwie. Jesteśmy nisko opłacani, więc musimy pracować dłużej by zarobić podobne pieniądze jak nasi zachodni sąsiedzi. To z kolei ogranicza innowacyjność. Kreatywność wymaga czasu wolnego. Zwłaszcza osoby wysoko wykwalifikowane powinny mieć czas na to, by móc pracować nad innowacjami.

Im silniejszy familiaryzm, tym mniejsza przeciętna liczba organizacji, do których należą obywatele, tolerancja wobec homoseksualistów i imigrantów, kontrola korupcji, zaufanie do polityków i poziom ogólnego zaufania do ludzi

W Polsce pokutuje wciąż kultura folwarczności. Według Janusza Hryniewicza, autorytarny styl zarządzania nie jest podtrzymywany jedynie przez osoby zarządzające. Ten typ relacji podtrzymują też podwładni. Relacje te są bardzo charakterystyczne. Uwzględniają one, że kapryśny „pan”/”pani” otoczony jest przez fałszywie oddany „dwór” oraz grupy uprzywilejowane. Każda inicjatywa jest wygłuszana, bo zagraża znanemu już porządkowi. Lojalność jest wynagradzana bezpieczeństwem zatrudnienia. Przemiana tej kultury jest możliwa, ale nie jest łatwa. W tym celu trzeba zmienić nastawienie liderów oraz samych podwładnych. Zmian wymagają rytuały i nawyki, sposób komunikacji i relacji z otoczeniem. Tu potrzebna jest rewolucja. Tym bardziej że zachowania wywodzące się z kultury folwarcznej możemy obserwować też w polityce. Skłonność do tworzenia stereotypów, wodzostwo, wchodzenie w role „poświęcającego się wybawiciela” i ofiar… To wszystko elementy tej właśnie kultury. Czy „wysoko rozwinięte” państwo europejskie powinno się z nią utożsamiać?

Deficyt szacunku

Mamy w Polsce prawdziwy deficyt szacunku. Przykłady można by mnożyć bez końca. Chociażby strajk osób niepełnosprawnych z ubiegłego lata. Grupa osób, w tym też matki z chorymi dziećmi zaczęli okupować jeden z sejmowych korytarzy. Zaczęło się od postulatów finansowych, ale charakter strajku szybko się zmienił. Pieniądze odeszły na dalszy plan. Na pierwszy, wysunął się szacunek. A raczej jego całkowity  brak. Osoby odpowiedzialne za sytuację w kraju – naczelni politycy, którzy każdego dnia uśmiechają się do nas ze szklanych ekranów i opowiadają o swojej dobrej woli – nie chcieli w ogóle rozmawiać z niepełnosprawnymi. Przemykali korytarzami, nie odzywali się do nich. Nie chcieli wysłuchać postulatów. A nawet, gdy ktoś ze względów czysto wizerunkowych zdecydował się zajrzeć do strajkujących, to tak na dobrą sprawę nie miał im nic do zaoferowania. Jedną z twarzy braku szacunku jest hejt. To przemieszczenie pogardy i agresji w stronę innych grup. To rytuał społeczny, z którym według statystyk z 2014 roku, codziennie spotyka się 50% Polaków. Można jednak śmiało zakładać, że teraz odsetek ten jest zdecydowanie większy. Naznaczanie, dyskredytacja, język nienawiści – dominuje w wypowiedziach polityków. Z tego powodu jest też powtarzany przez zwykłych, szarych obywateli. Warto pamiętać, że problem ten zauważono w raporcie wydanym w 2014 roku. W ciągu tych pięciu lat sytuacja tylko się zaogniała.

Okazuję innym nie tyle szacunku, na ile zasługuje ich charakter, ale tyle, na ile zasługuje mój

Jako społeczeństwo mamy na swoim koncie kilka traum – rozbiorową, wojenną, PRL-owską, transformacyjną. To właśnie one są podstawą naszych dzisiejszych kłopotów społecznych – braku zaufania do instytucji, braku tolerancji i przede wszystkim – braku szacunku.

I co z tym zrobić?

Po przeprowadzeniu diagnozy nadeszła pora na propozycje rozwiązań. Są to konkretne plany zebrane w cztery filary. Z które rozpisano na najbliższe lata. Oczywiście, część z nich jest już „po terminie”. Niektóre z nich rzeczywiście wprowadzono w życie, inne – nie. Czy to dobrze? Czy reforma faktycznie się odbywa, czy jest mitem?

Deliberatywne państwo

To model funkcjonowania państwa, w którym aktywizuje się obywateli. Ich udział w procesach decyzyjnych i legislacyjnych jest zwiększony przez organizację specjalnie organizowanych debat. Według twórców raportu, wprowadzenie tego modelu może pomóc nam w szybszym rozwoju. Badacze wskazują, że Polska jako kraj demokratyczny ma trzy problemy:

Nie należy liczyć na szybką zmianę kościelnej socjalizacji Polaków, na radykalne ograniczenie jej wpływu, ani na szybkie dostosowanie postaw społecznych do potrzeb rozwojowych

Co należy zrobić?

Raport doskonale odzwierciedla nasze zachowania. Cenimy sobie relacje pionowe (pan i sługa), a nie poziome – wspólnicy. Takie relacje ściągają z nas poczucie odpowiedzialności i przerzucają je na „pana”. Rzadko kiedy traktujemy się jak partnerów i równych rozmówców. Schemat folwarczny – wygrywa.

Jak to skomentować?

Odpowiedź jest oczywista. Nie wprowadzono w życie żadnych z zaproponowanych w raporcie rozwiązań. Filar deliberatywnego państwa nie został w żaden sposób zrealizowany.

Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta – elit nie tworzą tak wybitne jednostki jak było to kiedyś. Przed wojną, władzę w kraju sprawowały elity. Osoby wykształcone, pochodzące z dobrych rodzin o silnych tradycjach moralnych i reputacji. Wojny i czystki pozbawiły nas tych elit, bo mogły być prowodyrem działań niepodległościowych. Elity mogły pokierować ruchem oporu i wykorzystać swoje zdolności przywódcze do przeciw najeźdźcy. Dlatego też Naziści przeprowadzili akcję Intelligenzaktion. Polegała ona na rozstrzeliwaniu i wywożeniu do obozów koncentracyjnych działaczy politycznych i społecznych, księży, emerytowanych wojskowych, nauczycieli, przedstawicieli ziemiaństwa oraz wolnych zawodów. Sam Hitler powiedział, że tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników. Ta myśl przewodziła aktowi ludobójstwa, którego konsekwencją było pozbawienie Polski wybitnych jednostek oraz osób o zdolnościach przywódczych. Dopiero później dokonywano mordów na tle eugenicznym. Od zakończenia II Wojny światowej minęły dopiero 74 lata. To zbyt mało czasu, by odbudować elity. Z zagłady ocalały pojedyncze jednostki i wspomnienia dotyczące znanych, historycznych nazwisk. To my wybieramy osoby, które będą nas reprezentowały. Głosujemy na celebrytów z programów telewizyjnych niskich lotów i osoby znane z tego, że są znane. W praktyce, stoi za tym popularność nazwiska, a nie wybitna osobowość czy zdolności. Wynika to z braku wykształcenia kierunkowego z zakresu zarządzania. Stawiamy na celebrytów i wyrobione już nazwiska, którzy nie mają pojęcia o zarządzaniu państwem. Jako Naród, nie umiemy rozróżniać ludzi wartościowych od tych charyzmatycznych. Nie mamy wzorców elit. Być może właśnie z tego powodu niesłusznie mylimy rozpoznawalność i sławę z elitaryzmem. Tytuł magistra nie jest już wyznacznikiem wykształcenia. Często mają go sprzedawcy w fast foodach, kasjerzy, czy sprzątaczki. Nie ma już dużej przepaści pomiędzy wykształceniem, jakie otrzymują nasi przywódcy i reszta społeczeństwa. Z tego powodu, tym bardziej Polacy mogą i powinni patrzeć politykom na ręce i na bieżąco ich rozliczać. Najlepszym sposobem na wyrażenie swojej opinii i równocześnie rozliczenie z politykami, są wybory.  Kilka lat temu jednym z kandydatów na prezydenta Białegostoku, a potem Polski był Krzysztof Kononowicz. Niektórzy twierdzą, że głosowanie na niego było pokazem negacji elit. Tego, że Polacy nie dają im prawa do decydowania o przyszłości. To potwierdzenie tezy zawartej w raporcie, czyli braku zaufania do polityków. Utrzymująca się niechęć sprawia, że chcemy w polityce zobaczyć nowe twarze. Niekoniecznie te najbardziej do tego predysponowane. Zdawałoby się to też potwierdzać, frekwencja wyborcza. Oddanie błędnego głosu lub niepójście na wybory jest wyrazem braku wiary, że obywatel może coś zmienić. To objaw bezsilności wobec mechanizmu państwa. Z tego powodu frekwencja jest zatrważająco niska i często wynosi poniżej 50% uprawnionych do głosowania obywateli. Zobaczymy, jak sprawy będą się miały jesienią.

Inkluzywna gospodarka

To rodzaj gospodarki, którego siłą napędową jest spójność społeczna. Zyski to skutki, ale nie cel sam w sobie. System taki jest bardziej odporny na kryzysy i zagrożenia. Opiera się na dużej liczbie suwerennych i równoprawnych uczestników. Są połączeni więzami partnerstwa i współzależności. To dewaluacja hierarchii państwo-obywatel-biznes-grupy społeczne.
W Polsce mamy kiepską sytuację demograficzną. W czerwcu tego roku umarło aż o 30 tysięcy ludzi więcej, niż się urodziło. Oznacza to poważny problem, którego samo 500+ nie rozwiąże. Do tego też mamy niskie płace, które prowadzą do wykluczenia społecznego. Istnieje coraz większa różnica pomiędzy klasą bogaczy, a biedaków. Zanika klasa średnia. O tym, że to trend zapowiadający przyszłość można poczytać w książce Natalii Hatalskiej „Far Future. Historia jutra”. Wykazano w niej, że w przyszłym społeczeństwie nie będzie już klasy średniej, a bogacze będą uprzywilejowaną kastą. Niezależnie od tego, czy pozostałe przepowiednie Hatalskiej na 2050 rok spełnią się, tą konkretną możemy już pomału obserwować w naszej rzeczywistości.
Na horyzoncie pojawia się też widmo sekularnej stagnacji, czyli wiecznego zatrzymania. Objawia się ono brakiem inwestycji na rzecz utrzymywania płynnych zasobów pieniężnych. W efekcie ożywienie gospodarcze jest mniejsze, niż mogłoby być. To z kolei prowadzi do różnicy pomiędzy rzeczywistym a potencjalnym poziomem PKB. Za to wszystko odpowiedzialny jest nieprzejrzysty i często absurdalny system podatkowy. Do tego dochodzi jeszcze niewydolny system egzekwowania prawa, który dopuszcza korupcję i oszustwa. Jeśli jeszcze dodać do całości syndrom cyklu wyborczego i związany z nim priorytet celów wyborczych nad celami długookresowymi to mamy gotową receptę na przyszły kryzys.

Efektywność nie ma elektoratu

Działania w tym filarze pogrupowano na cztery kategorie. Każdej z nich zaproponowano inne działania. Kategorie to:

Co zrobić?

Holistyczna szkoła całodniowa

Edukacja w Polsce woła o pomoc. Jest ona niedostosowana do rzeczywistych potrzeb społeczeństwa. Jest jednostronna i jednowymiarowa. Nie interesują jej potrzeby, które nie są związane z zawodową i życiową wydajnością. Nie daje uczniom egzystencjalnego wsparcia. To prowadzi do dehumanizacji i wszystkiego, co się z nią wiąże – konsumpcjonizmu, uprzedmiotowianie ludzi (włącznie z sobą), komercjalizacja działań, degradacja języka, zanik rozmowy i więzi. Celem naszej szkoły jest realizacja programu. Rozwój uczniów? Kształtowanie ich samodzielności? Kompetencji krytycznych? Umiejętności społecznych? Na to nie starcza czasu. Nie można też zapominać o specyficznych relacjach nauczyciel-uczeń. Za czasów naszych rodziców i dziadków standardem były kary cielesne. „Linijką po łapach” w nikim nie wzbudzało oburzenia. Obecnie, kary te zostały całkowicie wyeliminowane, ale nie zmieniły się relacje pionowe pomiędzy nauczycielami i uczniami. Pomimo że psychologia dała już konkretne odpowiedzi na pytania dotyczące procesów uczenia się, my wciąż udajemy, że o nich nie wiemy. Nadal hołdujemy relacji, która jest oparta na przemocy psychicznej, przymusie i krytycznej ocenie, a to całkowite przeciwieństwo psychologii Adlera sprzed 100 lat. To prosta droga do wycofania, bierności uczniów, negatywnej motywacji do nauki, a wreszcie do agresji wobec nauczycieli.

tworzymy wspólnotę zawiedzionych i poszkodowanych przez system edukacji

Dzisiejsza szkoła oparta jest na biurokracji. To instytucja, która świadczy usługi na rzecz rodziców odpowiedzialnych za wykonanie obowiązku szkolnego ich dzieci. To brzmi dość bezdusznie. I w rzeczywistości takie właśnie jest. Tymczasem, edukacja powinna być przywilejem, a nie smutnym obowiązkiem.

W tym celu zaprojektowano szkołę holistyczną. Realizowany program składałby się z podstaw z poszczególnych dyscyplin naukowych, treści wybranych przez uczniów oraz treści w całości pozanaukowych. Taki program byłby elastyczny i pozwoliłby uczniom na kształtowanie postaw kreacyjnych. Ramy czasowe zajęć zostałyby wydłużone. Każde dziecko otrzymałoby bezpłatny obiad oraz zostało objęte opieką medyczną. Zajęcia byłyby podzielone na dwa bloki. Jeden byłby poświęcony na naukę, a drugi na rozwijanie indywidualnych zainteresowań.

Co zrobić?

Szkołę poddano reformie. Jednak w niczym nie przypomina ona wprowadzenia Holistycznej Szkoły Całodniowej. Wybrano wariant cofnięcie w czasie. Wróciliśmy do rozwiązań, które już raz uznano za niewydolne. Gimnazja wprowadzono przecież dlatego, że czteroletnie licea i długa szkoła podstawowa się nie sprawdziły. Wrócono do tego starego schematu, zamiast szukać nowych i lepszych rozwiązań. Czy taka szkoła ma szansę zapewnić dzieciom dobre i wielowymiarowe wykształcenie? Nie. Czasy się zmieniły. Nasze szkolnictwo pozostało w miejscu. Tym samym, w którym było w czasach PRL-u.

Podmiotowe społeczeństwo

Nasze społeczeństwo jest obciążone sporym wpływem kościoła katolickiego. Ma on znaczący wpływ na życie polityczne oraz działanie instytucji. Na Soborze Watykańskim II ustalono, że państwo i kościół respektują zasadę autonomii. Oficjalnie, kościół chce tylko głosić prawdę.

Mamy też do czynienia z ukrytą herezją. Żyjemy w czasach płynnej nowoczesności i nie jesteśmy społeczeństwem, które nocami marzy o mrokach średniowiecza. Polacy z religii wybierają sobie te elementy, które im odpowiadają.

Choć autorytety kościoła przestrzegają przed europeizacją naszej tradycji, Polacy na ogół nie chcą się różnić od nowoczesnych społeczeństw

W rozumieniu wielu hierarchów kościoła każda zmiana jest zła i zagraża tradycyjnie pojmowanej rodzinie i moralności. Co ciekawe, wielu biskupów wskazało, że przejawem „cywilizacji śmierci” jest Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Trzeba przyznać, że to dość niezwykła interpretacja miłości bliźniego.

Wybierają najkrótszą drogę, która sprowadza się do tego, by Dobrą Nowinę zastąpić Dobrą Ustawą

Władze kościoła postrzegają narzędzia polityczne jako drogę do chrześcijańskiej moralności. Tyle że nie regulowałaby jej wolna wola, a przepisy prawa. Dobrowolność zostaje zastąpiona przez ideologię, która w świeckim państwie nie powinna być narzucona z góry.

Fakt, że Kościół działa w swoistej „szarej strefie”, a jego relacje z instytucjami oraz funkcjonariuszami państwa mają nieokreślony charakter, szkodzi zarówno Kościołowi, jak państwu i ładowi społecznemu.

Przykłady na to moglibyśmy mnożyć bez końca. Ich prawdziwą kopalnią jest ojciec dyrektor, którego rola znacząco wzrasta wraz ze zbliżającymi się wyborami. Poza tym czołowi działacze partii rządzącej, którzy wesoło podśpiewują w pierwszym rzędzie na urodzinach radia? Takie sytuacje muszą rodzić pytania w każdym świadomym człowieku.

Co robić?

Konkluzje

Podsumowując raport „Reforma kulturowa 2020 – 2030 – 2040” trudno oprzeć się wrażeniu, że jego wnioski zostały przez wszystkich całkowicie zignorowane. Zostaliśmy uprzedzeni o nadchodzącym kryzysie, ale i tak będziemy zaskoczeni, kiedy już nadejdzie.

Nie ma znaczenia, która partia jest u władzy. Ostatecznie stawia ona na decyzje, które zyskują wyborców, a nie te, które prowadzą kraj do lepszej i bezpieczniejszej przyszłości. Śladem Grecji i Irlandii zmierzamy rozpędzonym pociągiem w kierunku kryzysu gospodarczego. Wprawdzie, są podejmowane różnego rodzaju reformy lub ich próby, ale w rzeczywistości nie są one nowymi rozwiązaniami, ale częściej – powrotem do starych. Takich, które już raz się nie sprawdziły. Tymczasem, nowa rzeczywistość, w której się znajdujemy, wymaga nowych rozwiązań. Jeśli nie zaczniemy o nich myśleć już teraz, może okazać się, że nie zdążymy wyhamować przed czekającym na nas załamaniem rynku.

Raport został skasowany ze stron ministerstwa, ale nadal za darmo można pobrać nagranie z Audioteka.pl